Dawno nie było tak dobrze. Alpino.

Dawno nie było tak dobrze. Alpino.

Wiecie co? Dawno nie miałam takiej przyjemności z jedzenia. Dawno też, nie siedziałam z kartą menu w ręce zastanawiając się co wybrać, bo wybór był taki, że szkoda było z czegoś zrezygnować. Rzadko się to zdarza ale kiedy się zdarzy to nawet nie wiecie jak dużą przyjemność mam z pisania Wam o takich miejscach. I wiecie co jeszcze? Dawno nie było takiego miejsca w Krakowie, do którego wysłałabym absolutnie każdego, kto zapyta mnie o to "gdzie zjeść". W Alpino zjeść. Bezdyskusyjnie.

 

Podobno miejsce ma swoją reaktywację, inna lokalizacja, inne ceny, inne menu. Nie wiem, nie byłam, nie będę się doktoryzować, ważne jest, że tu i teraz Alpino daje lekcje francuskiej frywolności i swobody kulinarnej, oczywiście okraszonej lekkim nadęciem jak na kuchnię francuską - nawet chłopską (czytaj ładnie prowansalską) przystało.

 

zdje%cc%a8cie-16

 

Z pomocą przychodzi kelner. Fajna nienarzucająca się obsługa, nieco mnie rozluźnia dlatego nieśmiało pytam, czy mogłabym mniejsze porcje ale różne. Nie, Wam nie można, to tylko trik dostępny dla tych co o jedzeniu piszą. Nie, nie ma co żałować bo wierzcie mi, że dania są naprawdę dobrze skomponowane niczym Symfonia 25 Mozarta i warto jeść je w całości. Entuzjastycznie wcinam carpaccio z wędzonej gęsi z pestkami dyni i rukolą (32 zł) na przemian z pieczonymi żabimi udkami w aromacie pietruszki i czosnku podane ze świeżym pieczywem (21 zł) oraz Krewetki zapieczone w sosie winno-serowym z pomidorem cherry (27 zł) i grillowane ośmiorniczki baby z salsą z melona i chili. Tak, zjadłam to wszystko i byłam szczęśliwa a mój konflikt tragiczny zażegnany. Carpaccio bardzo dobre, gęś delikatna i wędzenie miłe dla podniebienia. Żabie udka smakują jak kurczak (przynajmniej dla mnie) tylko delikatniejsze i klasyka czyli zioła i czosnek sprawdziły się tu w stu procentach. Ośmiorniczki przecudne, chrupiące i osłodzone delikatnie przez melona - świetne, orzeźwiające połączenie. Krewetki w mistrzowskim sosie, zdecydowanie warte spróbowania, sos wylizaliśmy do dna.

 

 

 

W temacie dań głównych zdałam się na obsługę i nie zawiodłam się. Nie wiem czy kiedykolwiek próbowaliście ryby zwanej Nagład ale od wizyty w Alpino ta stała się moim rybnym faworytem. Delikatna, prawie bez ości, bez nadmiernego zapachu morza, rozpływa się w ustach. Podana w sosie słodko-kwaśnym z grzybami i ananasem. Tak wiem, wieje małą Azją bardziej niż Francją i faktycznie przyznam tu, że w wersji na przykład cydru i jabłek albo w sosie marynarskim (z masłem, pietruszką i parzonymi szalotkami) była by kwintesencją tej kuchni ale warto się na nią skusić bo jest jedną z ulubionych ryb wykorzystywanych we francuskim menu. Przebiła nawet pieczone langustynki z bruschettą i salsą pomidorową, które faktycznie w akompaniamencie pomidorowym wysoko stawiają poprzeczkę.

 

 

Kuchnia francuska jest moją ulubioną jeżeli o desery chodzi i oczywiście, że nie mogłam sobie takowych odpuścić. Zakończyłam więc wieczór gruszką w aromacie kardamonu w cieście francuskim z gorącą czekoladą (15 zł) oraz Musem czekoladowym z aromatem pomarańczy. Muszę Was jeszcze przekonywać do odwiedzenia tego miejsca? Nie? Tak myślałam. A jeśli trzeba przekonać Wasze drugie połówki to powiem im, że piwa też mają niezłe. Aha i genialne grzane białe wino!! Must have sezonu zimowego!

 

 

W Alpino spędziłam naprawdę miły, niczym nie zmącony, apetyczny czas. Podsłuchałam kilka kuchennych sekretów - jak wprowadzenie pizzy francuskiej do menu. Z początku podeszłam mało entuzjastycznie ale po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że chętnie bym taką zjadła bo z tego co wiem, nawet ten włoski klasyk Francuzi przerobili wtrącając swoje trzy grosze. Dawno nie było tak dobrze. Dawno w kuchni nie było tak dobrze. Dawno mnie nie było tak dobrze.

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

*


Fatal error: Cannot use object of type WP_Query as array in /users/0031/sh209096/www/abite/abite/wp-includes/query.php on line 3965