Kreatywnie

Kreatywnie

Czasami trafiamy na jakieś miejsca zupełnym przypadkiem. Tak było z restauracją Małopolski Wagon Rodzinnie. Gdyby nie to, że przeprowadziłam się na Azory, pewnie bym do niej nie trafiła. I byłaby to szkoda. Na Wasze i moje szczęście tak się nie stało. Chociaż w przypadku tego miejsca, wszystko jest na opak! Zazwyczaj najpierw piszę recenzję i potem – w zależności od moich preferencji – zaprzyjaźniam się z restauracją na dłużej lub nie. A tu? Przez ponad rok to miejsce mnie karmiło. Wynikało to głównie z faktu, że położone jest zaledwie z 50 metrów od mojego mieszkania. Na początku. Z czasem okazało się, że serwuje bardzo dobre jedzenie. A potem, że klimat tego miejsca, zwłaszcza w ciepłe dni jest rewelacyjny na spotkania przy piwku z przyjaciółmi. Nie byle jakim piwku, bo rzemieślniczym o nazwie „Zielony Wilk”.

I tak oto po ponad roku obudziłam się, że może bym Wam opowiedziała o tym miejscu, trochę więcej niż tylko Instagramowe przebitki. To, co mogę Wam powiedzieć bez zawahania – ktoś tam naprawdę dobrze gotuje. Czy to są dania z karty, lunch czy pizza – sztos. I tu poświęcę akapit dla wszystkich pizzamaniaków. Podawana tutaj pizza jest robiona po szkoleniu z Łukaszem Hrabia. Przypuszczam, że Jego akurat przedstawiać Wam nie muszę, ale gdyby znalazł się jeszcze ktoś (jakim cudem?), że nie wie kim on jest to mówię: JEDYNYM, SŁUSZNYM, UZNANYM PRZEZ WŁOCHÓW PIZZAIOLO w Polsce. Jego ciasto na pizzę czy sama pizza są po prostu (… tu mi brakło słów). I cieszę się, bo ręką Łukasza jest nadal obecna w pizzy. Możecie zajadać śmiało.

Mało tego! Mam takie przemyślenia, że czasami dania lunchowe powinny być obowiązkową pozycją w karcie i mówię tu o risotto głównie. W każdym wydaniu (zazwyczaj sezonowym) jest GENIALNE. A jak dobrze wczytacie się w moje recenzje – policzycie na palcach jednej ręki miejsca, w których uznałam, że risotto jest godne wspomnienia.

Jak patrzę na menu to tak, jakbym patrzyła do głowy Szefa Kuchni. Nie uwierzycie, ile można wyczytać pomiędzy wierszami! Spróbujcie kiedyś spojrzeć na menu właśnie w ten sposób. Co mogę powiedzieć o tym Szefie Kuchni (którego zaznaczam, że nie poznałam osobiście). Jest kreatywny, wszechstronny i nie nudny. I takie jest też to menu. Tatar obok wiosennych springrolls z kaczką. Są tak samo smaczne i pięknie podane. Burger, kofta jagnięca i stek wołowy to moje trzy ulubione pozycje w tym menu.  Mają bardzo dobre bułki do burgerów. Do niedawna mieli też świetny makaron pad thai. Zawsze mi szkoda, kiedy z karty wypadają dobre pozycje. Nie rozpaczajcie, wszedł całkiem fajny makron z pesto z czosnkiem niedźwiedzim. Jeśli zapytacie mnie o piętę achillesową tego miejsca to odpowiem: desery. Są poprawne, czasami im się zdarzy coś naprawdę dobrego, ale potem z niewiadomych przyczyn to znika.

Małopolski Wagon Rodzinnie jest takim miejscem, gdzie fajnie się siedzi, dobrze się je i chętnie się wraca.

 

 

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

*