Lek na receptę

Lek na receptę

Masaże, zabiegi spa, wyjazdy i chillout na trawce. To zazwyczaj kojarzy się nam, kiedy chcemy odpocząć i zrelaksować się. Tymczasem ja ostatnio byłam uczestnikiem czegoś wyjątkowego, co odcięło mnie od świata i przeniosło w krainę totalnego odpoczynku. I dodam, że było to w środę, w Krakowie. Była to kolacja degustacyjna w Albertina Restaurant.

Tak, dobrze czytacie. Nieśpieszna, siedmiodaniowa kolacja, okazała się tak relaksującym doświadczeniem, że chyba zacznę ją polecać jako terapię dla znerwicowanych. W moim życiu dużo się dzieje. Podróżuje więcej i częściej niż do tej pory, mam dużo różnych spraw na głowie, drugi remont na przestrzeni dwóch ostatnich miesięcy, ciągle jest coś do zrobienia – można się zmęczyć, uwierzcie. Nie sądziłam idąc do Albertiny na kolację, że znajdę tam oprócz fantastycznego jedzenia, ukojenie, spokój i relaks.

Namawiam Was na degustacje dań z dwóch powodów. Przede wszystkim dostaniecie kartę w przekroju. Ja, przyznam się szczerze, miałam problem z wyborem dań, bo chciałam zjeść wszystko. Menu skomponowane jest tak ciekawie, że masz ochotę przychodzić tu, aż zjesz całe. Mięsa, dania wegetariańskie, ryby i owoce morza królują tu w niebanalnych odsłonach. Na wejściu witają cię kraby w dużym akwarium. Już któryś raz z kolei odgrażam się, że zjem kraba, a potem siadam do karty i…. zamawiam wszystko inne. Drugi powód to… nieśpieszność. Wszystkie 7 dań podawane są ze spokojem, przerywane opowieściami o winie, które dobiera Wam Sommelier. Jego opisy wina są tak niesamowicie trafne i sugestywne, że niemal czujesz na języku każdą z opowiadanych nut. Możesz oddać się rozmowie, na którą zazwyczaj nie masz czasu, przerwaną co jakiś czas zachwytem nad daną potrawą. A było się czym zachwycać.

Brokuł/Biała trfla/Brunatna pieczarka/Orzech laskowy. Wędzony jeleń/ Pasternak/ Śmietana/ Orzechy włoskie/ Sosna. Makrela/Wasabi/Por/Jogurt. Prawdziwą dyskusje wywołał Bulion z pieczonego ziemniaka/ Orzechy Pinii/ Migdały/ Cytryna i dobranego do niego wino. Pierwszy raz zdarzyło mi się w całej mojej historii degustacji win, że to potrwa podbiła smak wina a nie wino potrawy. Nie mogę pominąć faktu, że niby tak proste w swoim składzie danie, wywołało największą dyskusje i przymusiło mnie do zabrania przepisu od Szefa Kuchni. Niezmiennie od założenia jest to Grzegorz Fic, który zadziwia mnie wciąż swoją pasją do gotowania. Czy można osiągnąć perfekcje w serwowaniu jedzenia? Albertina udowadnia, że można. Doznania kulinarne połączone z perfekcyjną obsługą są tu tak naturalne, że zapominasz, że może być inaczej.

Myślę, że tego rodzaju doświadczenie kulinarne powinny być przepisywane przez lekarzy na stres. Żyłoby się nam wszystkim zdecydowanie piękniej!

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

*