List do S!

List do S!

Sylwia!

W pierwszych słowach mojego listu zacytuje fragment piosenki, która wleciała mi do głowy odkąd odwiedziłam TASCA Ruczajnik. "Wspomnienia palą mnie jak słońce, wspomnienia jak lawa gorące..."(ChzPB). I chociaż sama piosenka ma romantyczny wydźwięk tak tutaj uderzyła mnie po prostu lawa wspomnień z naszych warszawskich wypadów do jednej z knajpek na Bukowińskiej. To w ogóle zagmatwana historia, jak doszło do tego, że recenzja krakowskiej restauracji - podczas gdy Ty w Warszawie - na dodatek z jedzeniem portugalskim - gdzie nie byłyśmy wcale nigdy razem, zmieniła się w list pisany do Ciebie.

Pewnego piątkowego wieczoru, razem z Dżoaną wybrałyśmy się na babski wieczór. Od tak pogadać "o życiu", napić się lampki wina, odetchnąć i zjeść coś innego (stąd wybór padł na TASCA Ruczajnik).

Wiesz, jakimi Kraków rządzi się prawami. Pół Warszawy śmiało się ze mnie, kiedy omijałam szerokim łukiem wszelkiego rodzaju "osiedlowe" restauracje posługując się kluczem, że tylko to co "w centrum" (w Krakowie czytaj przy Rynku lub Kazimierzu) nadaje się do jedzenia. Tymczasem TASCA mieści się na Ruczaju - czyli zupełnie nie w centrum, co więcej w miejscu blokowisk i kompletnie nie mających nic wspólnego z "w centrum" miejscu. Dziś już nikogo nie dziwi, że świetne restauracje wręcz uciekają na obrzeża Krakowa. Wspomnienia odżyły kiedy usiadłam w ogródku, wśród betonowych, rozgrzanych ścian, przy małej wewnętrznej uliczce a jednak będąc w środku wielkiego skupiska siedlisk ludzkich, i wypiłam łyk wina. To wtedy uderzyło mnie to podobieństwo do naszych wieczorów na Bukowińskiej w jednej z knajpek z winem w nazwie. Szmer miasta i życia osiedla odbijał się echem po ulicy niczym na Mokotowie. Czułam gorąc od chodnika pod stopami a bliskość stolików pozwalała na podsłuchanie strzępek rozmów.

Zatęskniłam. Mówią, że zapachy przenoszą nas do najpiękniejszych wspomnień, ja dodam, że również wspomnienia uderzają nas niespodziewanie, kiedy tak naprawdę się ich nie spodziewasz.

Nie pamiętam co jadłyśmy na Bukowińskiej ale w TASCA Ruczajnik poleciłabym ci bez dwóch zdań ośmiornicę. Wiem jak lubisz owoce morza i uwierz mi, w ogóle bym się nie powstydziła ci ich tu podać. Krewetki rozpuszczają się w palcach, rzeczona ośmiornica jest krucha i delikatna a przede wszystkim - jest jej ładny kawał. Żadne tam "pitu pitu" i jedna mała macka na talerzu. Nie. Jesz, i chociaż zjadłabyś więcej to jednak czujesz się naprawdę usatysfakcjonowana. Dżoana nie mogła się nadziwić, że wreszcie można gdzieś w tym mieście podjechać na ośmiornicę bez zbędnych ceregieli. Ja oczywiście zjadłam jej połowę bo chociaż moja kanapka z grillowaną polędwicą wołową, grillowanym bundzem i dodatkami była świetna, to wiem, że Tobie podeszła by bardziej przystawka - smażone kotlety z Dorsza z sosem majonezowo-kolendrowym. Mniam.

Wymieniałyśmy z Dżoaną potok słów odnośnie tego, co się dzieje na około i pomyślałam, że życie w Warszawie czy Krakowie ma ten plus, że zawsze można spędzić z kimś miły wieczór, tworząc nowe wspomnienia, jednocześnie wskrzeszając ducha przeszłości. Tęsknie za naszymi wieczorami na Bukowińskiej, za tamtym - patrząc z dzisiejszej perspektywy - bez troskim czasem. Dziś też tęsknie za wieczorem w TASCA Ruczajnik, za ulotnością chwili, bo wspomnienia palą podwójnie.

Nieoczekiwany ten list, jak i nuta, którą ruszyła ta restauracja. Na koniec powiem ci, że warto podróżować, bo nigdy nie wiesz, kiedy i jaka wycieczka, w które wspomnienie uderzy. Dlatego cieszę się, że w mojej podroży życia - jesteś. A kto wie. Może kiedyś, razem, Portugalia?

Ania.

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

*