Lody dla ochłody!

Lody dla ochłody!

Ile radości wiąże się z tą recenzją! Przede wszystkim to nie Ja grałam w niej pierwsze skrzypce a Kostek (9) i Tosia (6) - dzieci mojego brata! Jak wiecie, dzieci są bezwzględne i takie prawdziwe w tym co mówią, że w sumie sama bałam się tej recenzji, chyba nawet bardziej niż Lody Argasińscy.

Powiem Wam w tajemnicy, że wychowałam się na tych lodach. Jeszcze zanim pojawiły się one w Krakowie (a może zanim zajarzyłam, że już tu są) jeździliśmy na nie do Nowego Sącza. Bywało tak, że jako "spacerniak" niedzielny lub randkę traktowałam właśnie wypad na te lody do Nowego Sącza. Jako, że wszystkie wakacje do osiemnastego roku życia spędziłam w niedalekim Czchowie, Nowy Sącz (i te lody) zawsze były atrakcją! Jeździło się tam z rodzicami kiedy przyjeżdżali nas odwiedzać w weekendy a czasami z nudów stopem (dobrze, że moja Babcia tego nie czyta). Co więcej kolejne pokolenia dzieci w naszej rodzinie wychowywały się na tym smaku.

A jest na czym bo tradycja rodziny Argasińskich sięga 1937 roku. I uwierzcie mi, nie będę Was zanudzać opowieściami o historii tej rodziny, zapraszam na stronę www. Niemniej jednak w tych lodach po prostu czuć pasję. Odkąd pamiętam były w wielu smakach. To, na co zwrócili uwagę Kostek z Tosią to fakt, że można mieszać różne ilości smaków bez końca - a nie jak w przypadku lodów na gałki - ich ograniczoną ilość. Ponieważ Lody Argasińscy są na kilogramy, można brać dowolnie ile się chce i zje!

Ja uwielbiam pucharki ale głównie w nich najbardziej lubię... bitą śmietanę i bakalie. Nie ma lepszej w całym Krakowie!! I Nowym Sączu! Nie ma. Dzieci były zachwycone dodatkami, zarówno tymi jadalnymi (Misiu) jak również kolorowymi parasolkami, którego tego dnia towarzyszyły nam wszędzie!

Najlepszym podsumowaniem recenzji tego miejsca były brudne, uśmiechnięte od ucha do ucha buzie Kostka i Tosi. A znacie ich już troszkę z moich opowieści - do najłatwiejszych kulinarnie nie należą i mają bardzo dużo do powiedzenia o jedzeniu. Tym razem buzie wypełnione były lodami, bitą śmietaną i dodatkami a o szczęściu mówiły świecące się z radości oczy.

 

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

*