Niedzieling idealny. Trattoria Mia.

Niedzieling idealny. Trattoria Mia.

Niedziela była leniwa. Nic dziwnego bo tydzień trochę mną wstrząsnął. Nie chciało się nic, bo przez sześć poprzedzający dni robiło się za dużo. Mało spało, biegało w pospiechu, robiło kilka rzeczy na raz. A dziś zrobiło się leniwie. Długo spałam, śniadanie zjadłam o 13 i najdalej udało mi się dojść z sypialni na balkon. Bo nawet słonko wyszło i można było kości wygrzać. Moja druga połowa, podobnie jak ja, ledwie doczłapała się na balkon.

 

I zachciało się jeść.

 

Trattoria Mia położona jest na obrzeżach Krakowa. Mały, biały domek, z lawendowym ogródkiem, strefą zabaw dla dzieci, bezpośrednim parkingiem i zacisznym tarasem. Przyjemnie. Przyjemnie bo nie słychać tu miasta, chociaż po 10 minutach drogi znajdujesz się w jego centrum. Przyjemnie bo można oko zawiesić na zieleni i chociaż na chwilę poczuć się jak na wakacjach. Przyjemnie, bo nieśpiesznie, jak we Włoszech, na spokojnie można się delektować każdą potrawą. Siedzieliśmy trzy godziny. Niedzieling idealny.

 

 

Na pierwszy głód poszły przystawki: Antipasti ( 15 zł) składające się z: szynki parmeńskiej, salami, parmezanu, gorgonzoli, karczochów, oliwek, pomidorów suszonych, kaparów, rukoli, grissini, grillowanych warzyw z dodatkiem wypiekanego na miejscu pizzowego pieczywa oraz krem pomidorowy ze świeżą bazylią i słodką śmietaną ( 9 zł). Jedliśmy długo, bez pośpiechu, sami nie wiedząc na co mamy dalej ochotę. Karta nie zawiera wiele pozycji ale są one konkretne i tak skomponowane, że najchętniej zjadło by się wszystkiego po trochu. Mnie kusił rosół w wersji dla dzieci ( 6 zł) ale atmosfera skierowała mój kulinarny kompas na Risotto z grzybami i parmezanem na białym winie z pietruszką (24 zł), który niczym ufo wylądowało na stole. Było prawie takie jak moje. Aksamitne, maślane, nie rozgotowane (!!), z dużymi kawałkami grzybów i wyczuwalnym smakiem wina. Bardzo dobrze wypadły również polędwiczki wieprzowe w sosie z borowików, ziemniaczki opiekane z ziołami boczkiem i cebulą (28 zł).

 

 

Zanim naszło mnie na desery, nie omieszkałam ominąć pizzy. Skoro już głód zmusił mnie do wyjścia z domu to w myśl poszukiwania fajnych miejsc z pizzą, wykorzystałam ten moment na jej spróbowanie. Mam kilka swoich pizzowych miejsc, o których opowiem Wam kiedy indziej. Niemniej jednak Trattoria Mia ze swoją pizzą Parma z sosem pomidorowym, mozzarellą, szynką parmeńską, rukolą i parmezanem (24,90 zł) wpisała się w jedno z nich. Podobna jest do jednej takiej na moście więc jeżeli dla odmiany nie chcecie czekać na stolik a macie ochotę na dobrą pizze to warto podjechać na ulicę Leona Petrażyckiego 27.

 

 

Fajnie czerpać inspiracje z takich kulinarnych miejsc. Oba desery, które jadłam w Trattoria Mia   znajdą się niedługo w moich przepisach na blogu. Aksamitny sernik z sosem owocowym i bitą śmietaną (10 zł) przypomniał mi ten z restauracji Pod Sokołem. Oczywiście kucharz nie chciał mi zdradzić przepisu ale zbliżają się warsztaty, dzięki którym będzie można poznać Trattorię Mia od kuchni więc na pewno osiągnę sernikową Nirvanę. Frutti di bosco ( 14 zł) - autorskie - przypomina o beztroskim lecie, spacerze po lesie, kolorowy język od borówek i jeżyn.

 

 

Było leniwie, prawdziwie po Włosku (zazwyczaj we Włoszech główny posiłek składa się z 3–4 dań), bez pośpiechu. Wieczorem z grupą przyjaciół siedliśmy w ogródku na Kazimierzu słuchając występu Szczepan Live Show, pijąc wiśniówkę i śpiewając do późnych godzin klasyki rocka.

 

 

 

  • Date:17 lipca 2013

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

*


Fatal error: Cannot use object of type WP_Query as array in /users/0031/sh209096/www/abite/abite/wp-includes/query.php on line 3965