Orient Express

Orient Express

Zadziwiające przyszło mi porównanie do głowy Pan Da Jeść z Orient Express i zaskakująco trafne. Oto na ulicy Krupniczej powstało małe bistro, z orientalnymi kursami międzynarodowymi a jednak z luksusowym smakiem, który ma tu kluczowe znaczenie. Okazuje się moi drodzy, że nie trzeba wyszukanych wnętrz, drogiej zastawy i egzotycznych kelnerów aby podawać bardzo dobre, orientalne jedzenie.

Rozsiąść się można wygodnie w wielkich okiennych witrynach i w bardzo przyzwoitych cenach ( a jak wiecie raczej rzadko oceniam poziom cen w lokalach) najeść się porządną porcją ... i tu następuje przekrój przez kuchnie: tajską, indyjską, japońską, indonezyjską, chińską. I chociaż dań na wiszącej karcie jest mało, to uwierzcie mi jest ich wystarczająco aby móc kompletnie zanurzyć się w smakach orientu. Dobrze skomponowana karta to sztuka i nie jeden lokal mógłby się uczyć od "Pandy", co do tego nie mam wątpliwości.

Moim absolutnym hitem i czymś, co rozłożyło mnie na łopatki były: zupa Tom Yum (10 zł) i przystawka tempura jalapeno (10 zł) z trzema sosami. Jak dla mnie mistrzostwo! Ja uwielbiam tą lekką pikantność papryczek przełamaną tu delikatnym serkiem Philadelphia w cudownej, chrupiącej, nie odchodzącej, nie przesiąkniętej olejem, jednym słowem: perfekcyjnej tempurze! Autorski sos Panda na bazie śliwek potęguje tylko to doznanie, którego bez wątpienia musicie doświadczyć. Nic więc dziwnego, że po takim wstępie aromatyczna, tajska zupa okazała się tylko podnieść poprzeczkę wyżej! Lekko pikantna, podawana z makaronem ryżowym, świeżą kolendrą, dobrze wyczuwalną trawą cytrynowa i galangalem wprawiła mnie w cudowny nastrój w jaki wprawić może człowieka tylko nieprzeciętne jedzenie.

A ponieważ apetyt dopisywał, skusiłam się na dania główne: Satay curry (19 zł) czyli indonezyjską potrawę na bazie masła orzechowego oraz Aloo Gobi (15 zł) - indyjska masala z ziemniakiem i kalafiorem podana z sosem pomidorowym. I tu muszę się przyznać i pochylić czoła, że ryż z dania głównego - jest naprawdę zaskakująco dobry. Zawsze mam wielką obawę w kuchniach serwujących dania orientalne, czy aby na pewno będzie on zjadliwy. Prawda jest taka, że przebywając na Zanzibarze miałam okazję dowiedzieć się co to znaczy dobrze zrobiony ryż. Oświeciło mnie również, że ryż może być cudownie przyprawiony i niekoniecznie ma cokolwiek wspólnego z rozgotowaną papką, jaką w Polsce jemy przez całe życie. Nie czarujmy się, tak jest. A ponieważ smaków nie zapominam i niestety jestem "francuskim pudelkiem" to zwyczajnie się czepiam za każdym razem, w myślach odpływając na prostą plantację przypraw, gdzie siedząc na ziemi zajadałam najlepszy w życiu ryż z glinianego garnka. Tu przyczepić się nie mogłam.

Zabawne też jest, że wystarczył mi kęs Aloo Gobi aby w trzy sekundy znaleźć się z powrotem na tej 96 km wyspie Freddiego Mercurego. Masala. Moja zanzibarska "zmora", mieszanka ziół i przypraw, która wyryła mi się w pamięci smakowej niczym wypalone na ramieniu piętno Milady z Trzech Muszkieterów, jest tu po prostu doskonałe.

Podoba mi się tu. Wielka przyjazna Panda zaprasza na kilku metrowy kawałek orientu, w fajnym wydaniu, szybkim, bezpretensjonalnym i takim... smacznym!

 

IMG_9069 IMG_9070 IMG_9071 IMG_9072 IMG_9073 IMG_9074

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

*


Fatal error: Cannot use object of type WP_Query as array in /users/0031/sh209096/www/abite/abite/wp-includes/class-wp-query.php on line 3149