Namaste

Namaste

Ojojojojoj. Co ja z tą kuchnią indyjską mam począć. Jeżeli czytacie moje recenzję od początku, to wiecie, że tylko jeden raz pojawiła się w nich kuchnia Indyjska. Postawiła poprzeczkę tak wysoko, że po mimo upływu czasu nie odważyłam Wam się opowiedzieć o tej kuchni powtórnie.

W ogóle z kuchnią Indyjską jest tak, że człowiek musi się przestawić w swojej głowie na zupełnie coś innego. Na dużo przypraw, które wywalają Twoje kubki smakowe w kosmos, na niekonwencjonalne połączenia smaków, na to, że większość potraw zatopione jest w sosie oraz fakt, że ryż naprawdę ma smak. Jeżeli chcecie zrozumieć jej filozofię i skosztować domowego jedzenia rodem z Indii, to nie ma lepszego miejsca niż Parampara Indian Cuisine & Culture.

To JEST restauracja Indyjska w Krakowie. Na szczególną uwagę zasługuje tu fakt, że za sterami stoi kobieta, z Indii, która gotuje tak, jak nauczyła ją Mama i Babcia. Gotuje prosto, po domowemu, z sercem. I to czuć. I chociaż samemu lokalowi brakuje dużo. Dużo we wnętrzu, w obsłudze to mimo wszystko powiem Wam, że gdybym miała iść zjeść gdzieś ten rodzaj kuchni, to właśnie tam. Bo jedzenie broni się tu samo. Bo wnętrze można ożywić kolorowymi tkaninam i sprawić aby wydawało się przytulniejsze. Można dodać świece i miskę z pływającymi kwiatami. I zdjęcia i wszystko inne. Można. Genialna Pani Kelnerka, która nas obsługiwała może przeszkolić swój zespół żeby szklankę wody przynosił od razu, bez konieczności zgody samego Zarządu. Można. Ale jak jedzenie jest złe, to tak łatwo się tego naprawić nie da. I na szczęście tu nie musi.

Zacznę może od tego, że po raz kolejny moje eksperymenty z napojami mnie przerosły. Lemoniada z solą, kuminem i cytryną wydawała się fajną opcją, podobnie jak herbata z mlekiem Masala Chai (nie bawarka bynajmniej). Wydawała. Niestety niedojrzałam totalnie do tego rodzaju smaków, wszystko jest dla mnie zbyt intensywne i za eksperymentalne. Mam nauczkę aby następnym razem trzymać się sprawdzonych pozycji w menu.

Dobra dość o moich niefortunnych wyborach, teraz informacja najważniejsza w całym Krakowie: tylko TU zjecie NAJLEPSZE chlebki naan (8 zł). Chrupiące, z wielkimi pęcherzami powietrza, z czosnkiem, duże i genialne w smaku. Absolutnie zachwycająca, ręczna robota wypiekana w specjalnym piecu z jaką miałam do czynienia. Kolejnym świetnym wyborem są nieśmiertelne pierożki Samosa. Jadłam i z farszem z jagnięciny (12 zł) jak również wersję wegetariańską z warzywnym farszem (10 zł). Chrupiące, grube ciasto a jagnięcina krucha, mokra - mistrzostwo świata! Do tego sosy, których moim zdaniem powinno być więcej, bo są pyszne a opływające nimi samosa jeszcze lepsze w smaku.

Następnie na talerzu wylądował kebab z grilla czyli mielona jagnięcina z kolendrą i czerwoną cebulą (32 zł), również z sosami. I tu się zatrzymam aby Wam rozwiać raz na zawsze obraz sheak kebaba w kuchni indyjskiej. Kebab to mięso a dokładniej szaszłyk, tu podawana w postaci wąskich kotlecików. Mięso specyficznie przyprawione i przyrządzone. Nie buła z sałatą czy tam kapustą i ociekającym sosem czosnkowym, lądującym zazwyczaj wszędzie zanim trafi do ust. Nie. Do  sheak kebaba można sobie wziąć chlebki naan i zajadać z podanymi sosami. Jagnięcina jest cudowna, aromatyczna, bardzo bogato przyprawiona, ostra. To mięso bez wątpienia jest "konikiem" królowej kuchni, bo to kolejna potrawa na medal.

Kofty z ekologicznej baraniny w jedwabistym, kremowym sosie na bazie orzechów nerkowca i migdałów (34 zł) jest daniem, które wzniesie Waszą świadomość łączenia smaków i bogactwo doznań w kubkach smakowych na wyżyny. Bardzo dobre są też wersje wegetariańskie, na przykład grillowany indyjski ser Panir podany z warzywami (22 zł).

Kuchnia Indyjska jest, aczkolwiek nie musi być ostra. Ja oscylowałam w okolicach smaków raczej średnio ostrych ale i tak były dosyć palące, więc uważajcie. Na deser zjadłam marchewkową chałwę. Kurczę nie wiem co mam Wam powiedzieć o tym wynalazku. Desery są bardzo słodkie to fakt. Kuchnia jest innowacyjna w smakach ale na pewno każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Dla tych co boją się o żołądek zdradzę sekret, którym Parampara Indian Cuisine & Culture częstuje na sam koniec. Guma arabska. Zapobiega wszelkim niespodzianką 😉 Namaste!

W związku z tym, że moje umiejętności fotograficzne odmówiły mi posłuszeństwa, zaproszę Was do obejrzenia zdjęć autorstwa restauracji.

40122644_2103631879954976_1720861660270297088_o 43431465_2127573237560840_2262218253294108672_o 45231166_2143829765935187_9132005188977033216_o 45748934_2147539338897563_1441895395432071168_n 46423707_2152521865065977_179320678518882304_n 46449303_2151945785123585_2547767109564235776_o 46493166_2153871351597695_4747101355108204544_n43217392_2127560824228748_5313065868765167616_o

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

*