Rządzą!

Rządzą!

Rządzą niepodzielnie od długiego czasu. Za każdym razem kiedy myślę o pastrami, myślę Pastrami Deli Kraków. I chociaż na rynku jest wiele miejsc, które serwują ten amerykański przysmak ba nawet w jednym (przynajmniej mnie znanym) jest ono w autorskim wykonaniu z nutką naszych sąsiadów ze wschodu, to rządzą wciąż oni.

Receptura, wykonanie jest po prostu perfekcyjne. Delikatne, mięsiste, z nasyconym kolorem, rozpływające się w ustach. Od samego patrzenia na mięso cieknie ślinka a w połączeniu z kilkoma fantastycznymi pomysłami podania - robi się prawdziwa kulinarna uczta! Pamiętam swoje pierwsze pastrami zjedzone w Chicago, powiem Wam, że nawet lokal Pastrami Deli przypomina mi ten z USA. Beton, drewno, metal - loft z przeszkloną ścianą. Kraftowe piwa i wszystko się zgadza. A na dodatek z dobrego źródła wiem, że za niedługo zmieniają kartę w głównej mierze skupiając się na pastrami i kanapkach. I wielki szacun osobie, która podjęła tą słuszną decyzję. Dlaczego?

Dlatego, że dziś w lokalu możecie znaleźć wybór 7 pozycji kanapkowych. Każda jedna brzmi mega smacznie a wyobraźcie sobie co będzie jak tych pozycji przybędzie! Ja zjadłam dwie. Tak dwie różne kanapki a co! Specjalność zakładu czyli New York - klasyk! 400 g pastrami, chleb, musztarda. 400 g pięknie zapeklowanego szczęścia w bardzo dobrym chlebie (konieczność!). Jeżeli ktoś podobnie do mnie jest mięsożercą to myślę, że znajdzie się w raju. Na dodatek z frytkami i kratowym piwem robi się z tego lunch, który wystarcza na resztę dnia. Druga kanapka na styl sycylijski: niby taka niewinna bo ricotta a jednak nduja gryzie cię w gardełko. W połączeniu z mięsistym pastrami robi się niezły mafijny (czytaj wybuchowy) związek. Pychota!

Podoba mi się to, że oni naprawdę rządzą w Krakowie. I to nie od wczoraj, nie na chwile. Od dłuższego czasu bo pierwszy raz pisałam o nich i ich śniadaniu jakieś trzy lata temu. Cieszę się, że nic się nie zmieniło a to tylko świadczy o tym, jak bardzo warto iść tam jeść!

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

*