Taka sytuacja. Ancho.

Taka sytuacja. Ancho.

Lunch, lunch, lunch! Gdzie na lunch?! Mam tylko godzinę wytchnienia, umieram z głodu a przede mną jeszcze pół dnia w pracy. Paradoksalnie jestem na Rynku Głównym ale mam dość już okolicznych pierogarni, fast foodów i dwóch lokali na Gołębiej, które mają ofertę za 13,99. W pozostałych z chęcią bym zasiadła ale mam tylko godzinę i chciałabym zjeść coś więcej niż zupę, na którą będzie mnie stać w sezonie na linii A-B. I wtedy sobie przypominam, że któryś z moich blogowych znajomych jadł w Ancho na Rakowickiej. Wsiadam w tramwaj i w parę minut stoję przed lokalem. Pierwsza moja myśl? "No nie wiem."

 

O wielu lokalach Wam nie piszę. Nie ma sensu. Szkoda mi mojego czasu, bo jednak napisanie subiektywnej recenzji nie jest takie proste, jak Wam się wydaje (czyta). Po drugie kiedyś obiecałam sobie, że na swoim blogu będę pisała tylko o miejscach wartych polecenia. Miejscach przyjemnych, z dobrym jedzeniem, które chciałabym abyście poznali i chociaż moje wybory czasami są dla Was kontrowersyjne, to wierze, że przynajmniej wybierzecie się do tych miejsc aby sprawdzić i wyrobić sobie własne, subiektywne zdanie. A teraz stoję przed Ancho i jego limonkowo-fioletowy wystrój, niewielki gabarytowo lokal, bez klimatyzacji, zupełnie do mnie nie przemawia. "Be nice or leave" - głosi napis przy ladzie, gdzie zamawia się jedzenie. Zamówiłam. Skosztowałam. I wiedziałam, że będzie z tego recenzja. Taka sytuacja.

 

Najlepsza okazała się tarta z krewetkami (14 zł). Uważam, że na stałe powinna znaleźć się w karcie menu! Jest krucha, nafaszerowana krewetkami koktajlowymi i dosłownie rozpuszcza się w ustach. Apeluje wręcz o wsadzenie jej na stałe do karty menu zamiast grillowanych krewetek z cytryną i oliwą z oliwek (15 zł), których okazało się być dosłownie cztery na krzyż. Trochę wstyd Ancho. Mix crostini (6 sztuk za 13 zł) był za to świeżutki, pyszny, z kawałami łososia, szynki parmeńskiej, rukoli - bardzo miła przystawka. Gnocchi z polędwiczkami wieprzowymi i brokułami w sosie z sera pleśniowego z bazylią i pomidorkami koktajlowymi ( 20 zł) jest naprawdę sporą porcją i gwarantuje Wam, że wystarczy aby zaspokoić Wasz głód. Fajny jest też makaron z szynką dojrzewającą, rucolą, oliwą z oliwek, pomidorkami koktajlowymi i chili (18 zł). Właściwie znajdziecie w Ancho wszystko to, na co człowiek ma ochotę podczas lunchu czy pory obiadowej. I chociaż limonka i fiolet nie są moimi ulubionymi kolorami, to bardzo miła obsługa, dobre jedzenie i tlumy nadciagajace z okolicznych firm przekonały mnie do tego miejsca.

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

*


Fatal error: Cannot use object of type WP_Query as array in /users/0031/sh209096/www/abite/abite/wp-includes/query.php on line 3965