This is epic!

This is epic!

Jest takie parę osób na mapie krakowskiej gastronomii, że kiedy się ze mną kontaktują w sprawie recenzji to wiem, że będzie zacnie. Niezależnie od tego, czy są nadal w tym samym miejscu czy wyemigrowały do innego, za każdym razem jest sztos a ja nie mogę się doczekać odwiedzenia tego miejsca. I tak było tym razem. Można powiedzieć, że to epicka recenzja bo w murach „Magnoli” i ... „Cienia”! Zjadłyśmy nie tylko pyszne dania ale przede wszystkim fantastyczną koncepcje gastronomiczną.

Bistro The Hours na ulicy świętego Jana to miejsce, w którym za nieduże pieniądze (a jak wiecie rzadko się wypowiadam w tym temacie), zjecie fantastyczną polską kuchnię z lokalnymi, małopolskimi produktami "oraz karcie klasycznych koktajli, które przetrwały próbę czasu"- że pozwolę sobie na cytat, bo sama bym lepiej tego nie ujęła.

Nie wiem od czego zacząć, bo wszystko tu jest na czasie! Przede wszystkim wnętrze ale to może na końcu... Drinki. Komuś się chciało bardzo pogrzebać w historii i znalazł informacje o tym, kiedy jaki drink został przyrządzony po raz pierwszy. Genialne!! Sączysz drinka z wiedzą, że pierwszy raz ktoś zamoczył w nim usta w 1846 roku. Szok co? Bardzo lubię, kiedy za koncepcją gastronomiczną stoi coś więcej niż tylko chęć bycia modnym.

Jedzenie. FANTASTYCZNE. Szef Wojciech Kilian i jego filozofia, czyli świadome gotowanie, bez chemii i serwowanie po prostu dobrego jedzenia – sezonowego i najzdrowszego, jakie można podać, jest tu nie tylko spełniona ale do tego prze-smacznie i ciekawie podana. Jeżeli jesteście typami (jak ja) "NIE LUBIĘ", to idźcie nie lubić właśnie do Bistro The Hours. Bo to miejsce zmienia kompletnie percepcje postrzegania jedzenia. Np: moje pojęcie o kuchni wegańskiej ograniczało się do: "jezu ale jak można bez mięsa". Już nawet nie chodzi o to, "co oni jedzą" (ci weganie) czy w ogóle to jest smaczne ale szczerze mówiąc po prostu zwyczajnie jestem mięsożercą. Mało tego, do tej pory jedynie Veganic nieco zmienił moje podejście udowadniając mi, że można znaleźć parę wegańskich dań do zjedzenia. Tu, w Bistro The Hours, wybiorę głownie kuchnię wegańska bo rozwala ona system. Szef Kuchni oszukuje cię smakami (np: rosół!!) do tego stopnia, że postawione dwa obok dania o zupełnie przeciwnej koncepcji (z mięsem i bez), są nie do odróżnienia. A śledź (fuj, nie jem śledzi, okropieństwo) okazał się ... moją ulubioną przystawką.

Temat wnętrz chciałam zostawić na sam koniec żeby Was nie przestraszyć. Bistro jest częścią nowego hotelu H15***** (matko jaki to jest piękny, z niesamowitą historią w tle hotel, to głowa mała ale o tym w recenzji hotelu za jakiś czas). Wiem, że większość z Was unika jak ognia restauracji hotelowych, zwłaszcza pięcio gwiazdkowego hotelu, niemniej jednak zapewniam Was, że "na bogato" możecie skorzystać z restauracji fine dining, która jest wkomponowana w myśl przewodnią hotelu.

Bistro jest miejscem, w którym możecie zupełnie na luzie spędzić czas z rodziną czy przyjaciółmi i nie martwiąc się o kiszeń. W końcu kiedyś te wnętrza to legendarny "Cień" oraz "Magnolie" więc nie mogło być inaczej jak ukłon w kierunku tych dwóch miejsc, z których każdy z nas ma na pewno niejedno, intensywne wspomnienie i takich Wam życzę, jako bywalców Bistro The Hours!

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

*