Zaskoczenie.

Zaskoczenie.

Mity o niedostępności restauracji hotelowych powoli zaczynają być obalane. Co rusz okazuje się, że miejsca te są dostępne dla zwykłych śmiertelników, nie jest transakcją wiązaną wynajem pokoju a co więcej, nie trzeba już brać kredytu w banku aby zapłacić w nich rachunek. Ciągle jeszcze omijacie te miejsca, zakładając z góry, że nie są one dla Was. Popełniacie wielki błąd, przynajmniej jeśli o Restaurację Magnifica w Hotelu Farmona chodzi.

Nie spodziewałam się tak urokliwego i magicznego miejsca w mieście. Ogród ze stu letnimi Dębami będącymi pod ochroną, przepiękne alejki pośród bujnej zieleni, altanka, ławeczki - to wszystko sprawia, że ginąc za bramą wjazdową można poczuć się nieco jak Alicja wpadająca w króliczą norę. Siedząc tam zapominasz, że jesteś w mieście. Nie chce ci się wychodzić, przedłużasz każdą chwilę  czy to spacerem, czy deserem w ogrodzie, czekając aż zapadnie zmrok i rozbłysną przytulne światła nadające ogrodowi wyjątkowo romantyczny nastrój.

IMG_3927 IMG_3929 IMG_3928 IMG_3932

Podobny urok skrywa w sobie wnętrze restauracji. Królują tu kolory ziemi oraz natura a każdy jej kąt jest niezwykle przytulny. Wodospad cieknie po ścianie, kominek nadaje miejscu niewątpliwie przyjazny charakter a jedzenie nieśpiesznie skomponowane przez Tomasza Trafiała - Szefa Kuchni, podane na przecudnej porcelanie ręcznie wypalanej w podkrakowskiej manufakturze, zaskakuje swoją głębią. Z bogatej karty na przystawkę wybrałam: "Wędzony halibut, mus z buraka z kozim serem, agrest, seler naciowy, creme fraiche (29 zł)" oraz "tatar wołowy, piklowane warzywa, majonez truflowy, czips z kaszy gryczanej (34 zł)". Kiedyś już Wam pisałam, że dobry tatar to taki, który jest autorski. Ten zaskoczył mnie majonezem truflowym i tym samym wpisał się na listę jednych z moich ulubionych miejsc jeśli o tatara chodzi. Delikatny w smaku halibut niczym nie odstawał od swojej konkurencji, tworząc niezwykle bogatą w doznania kompozycję.

Wyjątkowo skusiłam się na "krem ze szczawiu z halibutem, dip z koziego sera, boczniak (19zł)", ponieważ moja przyjaciółka wielka fanka tajskiego jedzenia nie mogła się oprzeć "zupie tajskiej z krewetkami, makaron ryżowy, kiełki bambusa, kolendra (21 zł)" i przyznam się Wam, że nie żałowałyśmy. Przepyszne w smaku, wyraziste, świetnie doprawione.

IMG_3917 IMG_3935 IMG_3922 IMG_3919

Lubię chodzić z Anią na recenzję, bo o ile w życiu prywatnym mamy wiele wspólnego, tak w kulinarnym różnimy się zupełnie. Dzięki temu ja przekonuje się do kuchni wegetariańskiej a Ania staje się doskonałym testerem restauracji i ich oferty jeśli o wegetarian chodzi. Nie zawiodłyśmy się obie. Moja "polędwica wołowa, puree z kalafiora, czarna fasola, gratin z batatów, bourbon demi glace (69zł)" miała jeden z lepszych demi glace jaki jadłam! Do tego chrupkie warzywa, delikatne bataty - absolutnie wszystko co udane danie powinno mieć. "Pappardelle pełnoziarniste z kurkami i szpinakiem, młode warzywa, bryndza (36 zł)" było lekkie i orzeźwiające.

IMG_3923 IMG_3925 IMG_3934 10295702_243528842519759_2259039193991637615_n

Sama nie wiem czy to restauracja i jej klimat sprawiły, że chciało się w niej zostać dłużej, czy obietnica deseru w postaci "Suflet czekoladowy, lody waniliowe, czarny bez, piklowany rabarbar (21zł)" ale rozsiadłyśmy się w niej na dobre. Czas płynął leniwie, jedzonko w brzuszkach się układało, deser był tak boski jak się spodziewałyśmy i nie żałujemy ani jednego okruszka zjedzonego w tym miejscu. Magicznym, przystępnym, w rytmie natury.

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

*


Fatal error: Cannot use object of type WP_Query as array in /users/0031/sh209096/www/abite/abite/wp-includes/query.php on line 3965