Moja przygoda z EMS

Moja przygoda z EMS

EMS.. Elegancka metoda spalania? Haha tak właśnie myślałam podchodząc do tego tematu. Skąd się w ogóle pojawiła się ta myśl u mnie? Mam trzydzieści…paaare laaaat.. i umówmy się metabolizm już nie ten. Do tego jak wiecie dużo jem, nie regularnie, nie znam słowa „dieta” i nigdy ich nie stosowałam. Lubię jeść. Nie wyobrażam sobie odmawiania sobie czegokolwiek. Oczywiście ma to odzwierciedlenie w moim wyglądzie, niestety coś za coś. No dobrze, ktoś może powiedzieć: „ok to ćwicz”. 

I tu pojawia się problem. Nawet kilka. Główny jest taki, że zwyczajnie nie lubię żadnej formy ćwiczeń za wyjątkiem jazdy konnej, pływania, nart i nurkowania. Wszystkie te czynności kojarzą mi się z przyjemnością, stosuje je więc kiedy mi się chce, nie traktuje w żaden sposób obowiązkowo i nigdy nie były dla mnie formą „odchudzania”. Kolejny problem pojawia się przy moim zdrowiu: mam uszkodzone kręgi, dość poważnie, czeka mnie operacja. Teoretycznie nie powinnam robić za wiele, nawet siedzieć za długo ale jak widzicie jestem zwolennikiem metody „że wszystko zaczyna się w głowie” dlatego ku rozpaczy mojego lekarza prowadzącego i Mamy - robię wszystko! Trzeci problem to notoryczny brak czasu. Albo nie, to nie prawda. Ja mam po prostu zaplanowany czas uwzględniając wszystkie aspekty mojego życia. Zostawiam w nim margines na coś nieprzewidzianego, niemniej jednak prawda jest taka, że jeśli mam zrobić coś czego nie lubię a na przykład: obejrzeć serial w tak zwanej legendarnej, wolnej chwili (co dla niektórych jest marnowaniem czasu), to uwierzcie mi - wybiorę serial. 

I temat się zamyka. Teraz napisałabym „i żyła długo i szczęśliwie” ale niestety nie. Bo oczy też posiadami i jako typowa, próżna kobieta, chciałabym mimo wszystko utrzymać figurę. Nawet nie schudnąć, czy zrobić jakąś rzeźbę, zwyczajnie nie mieć spiny kiedy przyjdzie wiosna i trzeba zrzucić sweter ukrywający wałek na brzuszku. I tak oto poszukując „metody cud”, rozmawiając z moją przyjaciółką Anią, która jest Mistrzynią Polski Tenisa więc dla mnie autorytet absolutny, dotarłam do wiadomości o EMS a potem znalazłam Kubę. 

O tym, czym jest EMS, jak działa oraz o wszystkich mądrych rzeczach z nim związanych przeczytacie na stronie studia Jakuba: http://studio-express.pl Możecie też zadawać pytania przez FB, Kuba ma dużo cierpliwości i zanim podjęliśmy współpracę - starannie mnie do niej przygotował. To, że wybrałam Studio Express nie jest przypadkowe. Podobało mi się wizualnie, do tego informacje były jasne i konkretne a całość zbudowana była na jednym człowieku z krwi i kości, który sam praktykuje a do tego jest magistrem fizjoterapii. Dla mnie to jest ważne, znaczy, że zna ciało człowieka. Dobrze, przechodząc do rzeczy, zapytałam go w prost: „czy faktycznie w te 20 minut, nie trenując, jedząc co chce otrzymam rezultaty, o które mi chodzi?”. Otrzymałam odpowiedź: NIE. A zaraz po niej kilka rad i wskazówek co mogę zrobić aby osiągnąć efekty, o jakie mi chodzi. I to był powód mojej współpracy z nim. Wiarygodność. 

Teraz czeka mnie około 13 treningów, które dadzą mi odpowiedź czy poświęcając 20 minut tygodniowo trenując w systemie EMS, nie rezygnując z jedzenia (ale zachowując odpowiednią ilość kalorii)  i nie wywracając do góry nogami całego swojego życia, da mi możliwość kilku rzeczy: jędrności ciała, poprawy mięśni głębokich, które utrzymają mój kręgosłup w pionie tak, długo jak to możliwe i … oczywiście czy będę wyglądać jak młoda Bogini 😀 Nie czarujemy się. Zależy mi aby zrzucić kilka kilogramów i kilka centymetrów. Jednocześnie nie mam zamiaru rezygnować ze swoich recenzji, nie wyobrażam sobie tego. Nie będę jeść przysłowiowych „warzyw na parze” ani nie przejdę na wegetarianizm. Znalazłam 20 minut z życia na trening. Będę Wam pisać jak jest, czy działa, jaka to magia dzieje się w studio Jakuba i czy warto. A na koniec sami zobaczycie, czy to kolejna ściema na miarę sklepu Mango czy jak to My Polacy z góry zakładamy, że wszystko co nowoczesne i proste jest hokus-pokus!

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

*