W starciu z koronawirusem!

W starciu z koronawirusem!

Nie nadaje się na kryzys żywieniowy. Kompletnie. Czuje się zagubiona niczym samochód jadący we mgle. Wchodzę do sklepu i nie wiem. Bo mrożonek nie jem, w ogóle nie jem dużo rzeczy, w sumie mogłabym żyć chlebem i pomidorem ale od razu mnie dopada rozkmina, że nie wiem czy się mrozi pomidory. Wykonuje wiec telefon do przyjaciela: Mamy i Taty ale po setnym połączeniu i tym samym pytaniu nawet oni już nie odbierają. Wtedy zaczynam się rozglądać po sklepie i stwierdzam, że mam materiał na tekst! Polska jedzeniowa w obliczu epidemii! I kij, że makarony i ryże. Zrozumiałe. Mięsa - też. Rozbawił mnie pełny regał zupek chińskich, bo za moich studenckich czasów to dopiero był towar deficytowy na wszystkie kryzysy! Jednak nie o tym chciałam. Z moich obserwacji blogowych wynika, że jemy ser żółty i ziemniaki. Jakież zdziwienie mnie dopadło przy warzywach kiedy zostały jedynie fioletowe pyrki ( moje ulubione), widać jeszcze nie odkryte. Nawet batatów brak co mnie ucieszyło bo jeszcze nie tak dawno w restauracji uchodziły za „ekskluzywne” niczym topinambur zanim ktoś wulgarnie nazwał go z imienia bulwą słonecznika. Jakież było moje zaskoczenie widząc cały regał parówek!! Czyżby akcje blogerskie (dawno, dawno temu kiedy blogerem był co drugi człowiek umiejący obsługiwać blogspot czy WordPress) niszczące przetwórnie mięsne zostały nam głęboko w pamięci? Interesting - tak z angielskiego dla wzbogacenia tekstu o neologizmy. Próbowałam znaleść niszę pomiędzy półkami i doszłam do wniosku, że to fantastyczny materiał badawczy dla wszystkich marketingowców z branży FMCG bo na przykład nie sprzedają się masło-mixy, za to edukacja smażenia na tłuszczach tak: brak masła klarowanego oraz smalcu. To się chwali. Zaglądając do lodówek i zamrażarek mogę wysnuć tezę, że nie lubimy karpia, za to zniknęły pozostałe ryby i owoce morza. Półki uginają się od włoskich i francuskich serów za to kompletnie zniknęło Proseco! Nie wiem jak mam to rozumieć, czy bojkotujemy za kraj pochodzenia czy po prostu lubimy bąbelki. Mój drugi dzień zakupów zakończył się paczkami chipsów, stekiem i pomidorkami cherry. Te ostatnie wraz z canolo i mortadela z pistacjami zostały zakupione i przywiezione prosto z Włoch w La Zagara Specialità Italiane i w sumie pomyślałam na koniec, że nawet jeżeli zamkną te sklepy, zostanę bez zapasów bo jak już wspominałam na kryzys jestem zbyt nierozgarnięta to mam szanse na żywienie włoskimi produktami, które mam na szczęście w mojej strefie zamieszkania.

Oglądając różne memy i nie tracąc humoru zastanawiam się dlaczego ciagle na półkach stoi alkohol?

Jestem z czasów PRL-u ale nawet wtedy moi rodzice zrobili wszystko żeby niczego mi nie brakowało wiec tak naprawdę to nie znam jego „pokłosia”. Dzisiaj wiec za moje nierozgarnięcie obwiniam dzieciństwo! Oszczędzę tym samym na psychologu, który prędzej czy później też dojdzie do takiego wniosku i przeznaczę zaoszczędzone pieniądze na zaopatrzenie lodówki. Tylko znowu wracam do punktu wyjścia: co kupić?

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

*